Apolinary Lach (1933-2020)

     Pod koniec września, w swoim domu w Calgary, w Kanadzie, zmarł 87-letni Apolinary Lach – wybitny inżynier, architekt, projektant i budowniczy, wywodzący się z jednej z dobrzańskich rodzin. Niniejszy artykuł ma na celu przybliżenie jego sylwetki. 

Apolinary Lach podczas ostatniej wizyty w Polsce, 1997 r. Zdjęcie z archiwum autora.

     Apolinary Lach urodził się w Dobrej w 1933 r., jako drugi z trzech synów Władysława i Agnieszki Palka (miał jeszcze braci: Stanisława (zm. 2020 r.) i Józefa). Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnej miejscowości. We wrześniu 1945 r. rozpoczął naukę w dopiero zorganizowanym gimnazjum i liceum ogólnokształcącym w Limanowej, dokąd codziennie dojeżdżał pociągiem. Uczniem był bardzo pilnym. Jego specjalnością stały się nauki ścisłe, szczególnie matematyka. Tą rozwijał pod kierunkiem prof. Józefa Staniszewskiego, będąc jego uczniem i wychowankiem. Apolinary był również w tym czasie członkiem kółka matematycznego, gdzie rozwijał swoje matematyczne zdolności, rozwiązując dodatkowe zadania. Materiałów dostarczał im prof. Staniszewski, widząc ogromny potencjał w swoich uczniach. 

     Po maturze Apolinary rozpoczął dalszą naukę na Politechnice Szczecińskiej. Wybrał kierunek budowa dróg i mostów. Studia ukończył z wyróżnieniem, odbył po nich trzyletni staż w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Rzeszowie. Zaproponowano mu wówczas stanowisko w administracji, co jednak niezbyt go interesowało. Podjął pracę przy wyuczonym zawodzie, w kanadyjskim przedsiębiorstwie realizującym budowy dróg w Algierii i w Kongo. Wyjechał tam z polską ekipą. 

Wycieczka na Śnieżnicę, 1949 r. Apolinary Lach trzeci od lewej, w kaszkiecie, z teczką na ramieniu. Z archiwum prywatnego A. Lacha.

     Apolinary wykazał się w podjętej pracy ogromną pracowitością, odpowiedzialnością, dał się poznać jako znawca tematu budowy dróg i mostów, który swoje pomysły głęboko przemyśliwał i dopiero przelewał na papier. Kanadyjski przedsiębiorca dał mu więc nie tylko dobre referencje, ale także zaproponował stałą pracę w Kanadzie. 

    Nie była to łatwa decyzja. Apolinary nie chciał wyjeżdżać z ojczyzny, wiedział bowiem, że może to być już wyjazd na stałe. Miał także dwie małe córki, które wobec nowej sytuacji wychowywałyby się całkowicie poza Polską. Z ciężkim sercem podjął jednak dcyzję o wyjeździe – wiedział bowiem, jak wyglądała ówczesna sytuacja w Polsce, że nie było widoku na jej poprawę. 

     W Kanadzie zamieszkał w Calgary. Od przedsiębiorstwa otrzymał dom do dyspozycji rodziny. Praca była wręcz idealna, warunki odpowiednie do życia, dzieci uczęszczały do polskiej szkoły, jednakże serce Apolinarego ciągnęło do rodzinnej Dobrej. Zwyciężyła jednak myśl, że w Kanadzie ma wszystko, czego potrzebuje do życia, ponadto nie był tam sam – w Calgary mieszkała spora grupa Polonii. Wiele zwyczajów i tradycji podtrzymywanych przez Związek Polaków „Macierz” przywoływało na myśl polski dom, nie tylko Apolinarego, ale innych Polaków tam mieszkających. Namiastką Ojczyzny był polski kościół i parafia, której proboszcz z wybranymi członkami Rady Parafialnej odwiedzał w grudniu każdego roku wszystkie polskie rodziny, składał życzenia, przywoził opłatki i zapraszał rodaków na wspólną wigilię w ustalony przedświąteczny dzień. 

Apolinary Lach jako kierownik na budowie mostu w Columbii Brytyjskiej w Kanadzie. Z archiwum prywatnego A. Lacha.

     Apolinary był bardzo pracowity – w firmie spędzał całe dnie, sześć dni w tygodniu. Pracodawca wprawdzie nie wymagał od niego takiego poświęcenia, jednakże on sam czuł się w obowiązku wobec mieszkańców, dla których miał budować drogę czy most. Taka wytrwała praca spowodowała, iż po kilku latach mógł odejść od pracodawcy i założyć własną firmę. Nadal zajmował się tym, co potrafił najlepiej – rysował plany i przygotowywał dokumentację techniczną budowanych obiektów. Przedsiębiorstwo cieszyło się sporym uznaniem.  Swoistym „dziełem” Apolinarego Lacha było zbudowane przez jego firmę ponad 120 tys. kilometrów dróg bitych i dziesiątki mostów – większość w prowincji Alberta w Kanadzie. 

     Również dla rodzinnej Dobrej wykonał pewną pracę – w 1954 r. na zlecenie ks. Edwarda Wojtusiaka, miejscowego proboszcza, napisał ekspertyzę zabytkowego kościoła, oceniając jego stan nie najlepiej, co miało być przyczynkiem pod budowę nowej świątyni. 

     „Polek”, bo tak nazywała go rodzina, niewiele poświęcał dla siebie. Miał jednak ogromną pasję, wyniesioną jeszcze z Polski, której pozostał wiernym niemalże do końca – były to wędrówki po górach. Pasją tą zaraził go zapewne prof. Józef Staniszewski w limanowskim liceum. W Kanadzie ukochał Góry Skaliste  – zdobywał kolejne szczyty, najpierw pod opieką przewodników, później samodzielnie. Zdobył też w międzyczasie uprawnienia przewodnika oraz ratownika górskiego. Te górskie wyprawy, nieraz bardzo trudne, stanowiły dla niego odskocznię od codzienności i zawsze wracał z nich pozytywnie nastawiony. 

     Nigdy nie zapomniał o Polsce. Mawiał o swoich ukochanych górach, że tylko w naszej rodzimej mowie można wyrazić ich piękno. Brał też udział w obchodach polskich świąt narodowych – zwłaszcza w okresie, gdy w Polsce były one zakazane. Gdy w Kanadzie odbywały się Zimowe Igrzyska Olimpijskie, był blisko polskiej kadry tam występującej. Już po transformacji ustrojowej przyjechał do Polski w 1997 r. – spotkał się wówczas z dawnymi kolegami z liceum oraz odwiedził rodzinne strony. 

Na placu budowy, przy odwiertach pod przyczółki mostu w Columbii Brytyjskiej - zima 1995/96. Z archiwum prywatnego A. Lacha.

     Aktywny pozostał niemal do końca swoich dni, również zawodowo – stosunkowo późno przeszedł na emeryturę i zdecydował się zamknąć firmę. Pozostał czynnym turystą górskim, a także sportowcem – grał w tenisa i jeździł na nartach. Pod koniec września był umówiony na mecz tenisa, na który jednak nie dotarł – odnaleziono go martwego we własnym domu w Calgary. Ukochane góry stały się jego grobem – miał ostatnią wolę, by jego prochy rozsypać w Górach Skalistych. 

Adrian Cieślik

***

Niniejsze wspomnienie powstało w oparciu o artykuł Zofii Wiśniewskiej, poświęcony Apolinaremu Lachowi, zawarty w „Echu Limanowskim” nr 302-303, listopad – grudzień 2019.

Grudzień 2022
P W Ś C P S N
« Sie    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Newsletter

Facebook